Kolcobrzuchy karłowate, dzień dobry!

2017-02-18 akwarystyka
A jednak, dzień po ostatniej podmianie w moim zbiorniku zamieszkali pierwsi mieszkańcy :) Przedstawiam Wam kolcobrzuchy karłowate (Tetraodon fluviatilis). Niesamowite, malutkie i zwinne rybki - choć opisywane jako raczej powolne :)

Kolcobrzuchy karłowate przykuły moją uwagę już na samym początku mojej przygody akwarystycznej. Mało, że śliczne to, zabawne to jeszcze malutkie - a ja kolosów w zbiorniku już nie chcę!
 

Kolcobrzuch karłowaty (Tetraodon fluviatilis)

Kolcobrzuch karłowaty jest to mała, dorastająca do 2,5cm rybka. Niesamowita rybka, bo jako jedna z niewielu zamyka oczy, nie ma żeber ani łusek i potrafi zwiększyć swój rozmiar 2-3 krotnie w sytuacji zagrożenia. W ogóle to rusza oczkami i rewelacyjnie czai się na swój przysmak czyli ślimaki :) Ja nie będę się rozpisywać, opisów w necie jest całe mnóstwo. Kolcobrzuchy są cudne. Kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy (w necie) wyczytałam, że nie nadają się do akwarium towarzyskiego, dlatego szybko z nich zrezygnowałam. Po zbadaniu wody i wykluczeniu mojego marzenia - jakim były Ramirezki wróciłam do nich i zdecydowałam, że specjalnie dla nich mój zbiornik będzie zbiornikiem jednogatunkowym! Rybki te bowiem podgryzają płetwy wszystkiemu co są w stanie dogonić ... i podobno mordują krewetki odgryzając im głowy... Wymagania kolcobrzuchów pokrywają się z parametrami wody w moim akwarium. Dodatkowo jest ono zarośnięte w tym omencie już całkiem solidnie. Oby tak dalej a będą się w nim czuły na prawdę fajnie. Kryjówek tu mają pod dostatniem!

Kolcobrzuchy żywią się wyłącznie żywym pokarmem, tzn mrożony też jedzą - ale płatki czy inne formy pokarmu już podobno nie. Moje wcinają tak żywą jak i mrożoną ochotkę. Najedzone mają brzuchy dwa albo i trzy razy większe niż przed posiłkiem. Największym ich przysmakiem są ślimaki, które wciągają po wcześńiejszym "polowaniu" - rewelacyjnie to wygląda! Jak mi się uda w niedługim czasie, to sama nagram filmik i go tutaj wrzucę! Maleństwa, ale serio jest na co popatrzeć.

Mam ich 17, docelowo planuję nieco zwiększyć obsadę. Bez szaleństw jednak, nie chcę przerybić zbiornika. Tzn. powiem tak, piszę tego posta w tydzień po wpuszczeniu rybek. Wpuściłam 17 - liczyłam w worku... ale to takie przyczajki są, że najwięcej ile naliczyłam w zbiorniku to 12... Chowają się, czają, do tego ich barwy to istny kamuflaż jak na moje akwarium, także nie rzucają się zbytnio w oczy.

Po kilku dniach doszliśmy do wniosku, że trzeba dla nich założyć hodowlę ślimaków. Po pierwsze to ich przysmak, po drugie potrzebują ścierać "zęby", które rosną im całe życie. Jeśli tego nie będą robić paszcza im zarośnie i padną z głodu. Na youtube widziałam filmiki z zabiegu przycinania im ów "zębów"... nie wiem czy dałabym radę u moich maluchów. Co by nie mówić mamy ślimakarium, specjalnie dla nich. Ale o tym w kolejnym poście.

Pozostaje mi jeszcze przemyśleć sprawę zasolenia im nieco wody - w warunkach naturalnych żyją na obszarze łączenia się wód słodkich i słonych. W takowych podobno czują się najlepiej. Pomyślę, poczytam. Trzymajcie kciuki za moje Kolce :)

 

A tak wyglądają w rzeczywistości - moje są identyczne i identycznie się zachowują :)